Jak Web 3.0 zmienia Twoją przeglądarkę w osobistego asystenta

13

Wyobraź sobie. Chcesz obejrzeć komedię. Następnie chcesz zjeść pikantny meksykański posiłek. W dzisiejszych czasach wszystkie te rutynowe prace trzeba wykonywać ręcznie. Otwórz przeglądarkę. Przejdź do Google. Znajdź kina. Przeczytaj adnotacje. Wybierz film. Zamknij kartę. Otwórz nowy. Wyszukaj restauracje w pobliżu konkretnego kina. Sprawdź recenzje. Powtarzaj, aż twój mózg zamieni się w papkę. Odwiedzasz pół tuzina witryn, aby zdecydować, gdzie dziś wieczorem postawić stopy.

To nudne. Jest fragmentaryczne. I właśnie to obiecuje naprawić Web 3.0.

To nie jest kolejny slogan marketingowy. Jest to zmiana strukturalna. Często nazywana siecią semantyczną, Web 3.0 ma na celu uczynienie Internetu inteligentnym. Nie tylko zbiór linków, ale sieć, w której maszyny rozumieją znaczenie danych.

Co to jest Web 3.0 i jak działa?

W przeglądarce Web 3.0 przestajesz klikać i zaczynasz mówić. Cóż, albo wydrukuj. Ale intencja jest ważniejsza niż słowa kluczowe.

Zamiast szukać „komedia w mojej okolicy” i „Restauracje meksykańskie” wpisujesz następujące zdanie: „Chcę obejrzeć śmieszny film, a potem zjeść kolację w dobrej meksykańskiej restauracji. Jakie mam opcje?

Przeglądarka analizuje żądanie. Rozumie, że „zabawny” oznacza komedię. Łączy „wtedy” z sekwencją działań. Porównuje lokalizację kina z bliskością restauracji. Przeszukuje Internet w poszukiwaniu odpowiedzi, porządkuje logikę i przedstawia spójny plan. Brak przełączania zakładek. Żadnych mentalnych akrobacji.

Przeglądarka działa bardziej jak osobisty asystent niż wyszukiwarka.

Studiuje. Im częściej go używasz, tym lepiej zna Twoje preferencje. W końcu będziesz mógł po prostu zapytać: Gdzie iść na lunch? Przeglądarka sprawdzi Twoją historię, uwzględni Twoją niechęć do pikantnego jedzenia (lub zamiłowanie do niego, w zależności od nastroju), sprawdzi Twoją lokalizację GPS i zaproponuje odpowiednie miejsce. Przyjmuje logiczne rozumowanie. Zajmujesz się jedzeniem.

Dlaczego sieć semantyczna jest ważna

Aby zrozumieć, dlaczego jest to tak ważne, musimy przyjrzeć się temu, co wydarzyło się wcześniej. Obecny internet jest głupi. Widzi tekst. Nie rozumie kontekstu. Nie jest zdolny do rozumowania.

Web 3.0 zmienia podstawową technologię. Łączy semantycznie informacje. Pozwala to na automatyczne rozumowanie. Dane są integrowane w Internecie, a nie przechowywane w izolowanych silosach.

Ta ewolucja jest ważna, ponieważ eliminuje tarcie. Przekształca Internet z miejsca, którego szukasz, w miejsce, które Ci służy.

Przyjrzyjmy się, jak tu dotarliśmy. Zrozumienie przeszłości wyjaśnia, dlaczego przyszłość wygląda zupełnie inaczej.

Wykraczanie poza modne hasła

Web 2.0 to prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny termin technologiczny w historii. Wszyscy o nim słyszeli. Ale niewiele osób tak naprawdę rozumie, co to oznacza. Niektórzy mówią, że to tylko chwyt marketingowy. Sposób na nakłonienie inwestorów kapitału wysokiego ryzyka do przelania milionów na strony internetowe. Termin został ukuty przez Dale’a Dagherty’ego z O’Reilly Media. Nie miało to wówczas definicji. Nikt nie mógł się nawet zgodzić co do tego, czym jest Web 1.0.

Ale to się stało. Zmiana była prawdziwa.

Web 2.0 przekształcił Internet z biblioteki w imprezę. W epoce Web 1.0, czytasz. Nie napisałeś. Nie można było zmieniać książek na półkach. Web 2.0 umożliwił wzięcie markera i rysowanie po ścianach. Recenzje na Amazonie. Znajomi na Facebooku. Przesyła do YouTube. Nie jesteś już biernym konsumentem. Stałeś się twórcą.

Internet zmienił się ze statycznego archiwum w rozmowę na żywo.

Dzięki kanałom RSS będziesz na bieżąco. Telefony komórkowe umieściły Internet w Twojej kieszeni. Konsole do gier dołączyły do ​​imprezy. Nie chodziło już tylko o komputery. Chodziło o dostęp. Wszędzie.

Teraz rozmowy się zmieniły. Każdy chce wiedzieć, co będzie dalej. Czy nadejdzie Web 3.0? Czy to będzie rewolucja? A może po prostu niezauważalna poprawa?

Co naprawdę definiuje Web 3.0

Eksperci szukają odpowiedzi. Definicja jest bardziej niejasna niż w 2004 r. Jednak podstawowa idea zaczyna nabierać kształtu. Nie chodzi tylko o to, kto może publikować treści. Chodzi o to, kto jest jego właścicielem.

Web 2.0 ma scentralizowaną władzę. Klucze sprawowały główne platformy, takie jak Google i Facebook. Stworzyłeś treść. Zarobili pieniądze. Kontrolowali dystrybucję. Web 3.0 ma na celu przerwanie tego cyklu. Promuje decentralizację.

Wyobraź to sobie w ten sposób. Web 2.0 dotyczy wynajmu mieszkania w budynku korporacyjnym. Web 3.0 polega na budowaniu własnego domu na własnej ziemi. Jesteś właścicielem. Ty ustalasz zasady.

Zwykle jest to kojarzone z technologią blockchain. Kryptowaluty. Żetony. Inteligentne kontrakty. Brzmi skomplikowanie. I to jest naprawdę trudne. Ale cel jest prosty. Daj użytkownikom kontrolę nad swoimi danymi. Usuń pośrednika.

Dlaczego decentralizacja jest dla Ciebie ważna

Dlaczego powinno Cię obchodzić, czy Twoje dane są przechowywane na blockchainie? Ponieważ w tej chwili nie jesteś ich właścicielem. Facebook wie, co lubisz. Google wie, gdzie byłeś. Sprzedają tę uwagę. Mogą Cię zablokować. Mogą zmienić warunki. Nie masz możliwości odwołania się.

Web 3.0 zapewnia inną dynamikę. Twoja tożsamość może stać się przenośna. Możesz przenieść swoją reputację i historię z jednej witryny na drugą. Nie ma potrzeby ponownego tworzenia profilu. Nie musisz ufać jednej firmie, aby nie usunąć konta.

Chodzi o suwerenność. Suwerenność cyfrowa.

Niektórzy postrzegają to jako utopię. Inne są koszmarem złożonym. Założenie portfela kryptowalutowego jest bardziej skomplikowane niż utworzenie konta na Facebooku. Zarządzanie kluczami prywatnymi jest ryzykowne. Zgubiłeś klucz? Stracone pieniądze. Straciłeś konto. Na zawsze.

Technologia ta nie jest jeszcze gotowa do masowego przyjęcia. Na razie. Doświadczenia użytkownika są niewygodne. Zagrożenia bezpieczeństwa są wysokie. Ale wizja jest jasna. Sieć, w której władzę sprawują użytkownicy, a nie korporacje.

Czy to się stanie? Może. Presja na zmiany rośnie. Ludzie mają dość bycia towarem. Chcą być właścicielami.

Jak Web 3.0 zmienia wyszukiwanie: od słów kluczowych do kontekstu

Nowoczesne wyszukiwarki to tępe instrumenty. Skanują strony w poszukiwaniu pasujących słów i tyle. Jeśli wpiszesz „Saturn”, otrzymasz chaotyczną mieszaninę wyników dotyczących planety i marki samochodu. Wyszukiwarka nie widzi różnicy. Po prostu widzi słowo kluczowe.

Web 3.0 wywraca ten paradygmat do góry nogami. Jego celem jest zrozumienie kontekstu.

Pamiętasz te tropikalne wakacje za 3000 dolarów? Dziś spędzasz godziny przełączając się między agregatorami biletów lotniczych a stronami hoteli. Ręcznie porównujesz ceny. Dokładnie sprawdzasz recenzje. To żmudna praca.

W scenariuszu Web 3.0 podajesz systemowi swoje ograniczenia: typ miejsca docelowego, budżet, preferencje. Przeglądarka pełni rolę inteligentnego asystenta. Analizuje dane z Internetu i udostępnia przefiltrowaną listę opcji. Może nawet sugerować lokalne restauracje lub zajęcia pasujące do Twojego nastroju. Postrzega sieć jako pojedynczą bazę danych, którą można przeszukiwać, a nie odrębny zbiór stron.

Technologia ta obiecuje skrócić godziny badań do sekund podejmowania decyzji. Ale jest pewien haczyk.

Zagrożenia prywatności w hiperspersonalizowanej sieci

Wygoda zazwyczaj coś kosztuje. W tym przypadku są to Twoje dane.

Jeśli Twoja przeglądarka zna Twoje upodobania, antypatie i ograniczenia budżetowe na tyle dobrze, aby zarezerwować idealną wycieczkę, utworzy szczegółowy profil Twojej osobowości. Co się dzieje z tym profilem?

Niektórzy eksperci obawiają się niezamierzonych wycieków informacji. Czy jeśli wyniki wyszukiwania są dostosowane do Twoich osobistych preferencji, osoby trzecie mogą wywnioskować coś, czego nie miałeś zamiaru ujawniać? Wyobraź sobie, że ktoś szuka Ciebie w Internecie. Zamiast znajdować ogólne informacje, mogą natknąć się na wzorce Twojego zachowania wywnioskowane z Twoich interakcji w Web 3.0.

„Kiedy poznamy odpowiedzi na te pytania, będzie już za późno, aby cokolwiek z tym zrobić”.

Napięcie jest oczywiste. Chcesz, aby asystent znał Cię na tyle dobrze, aby był pomocny. Ale nie chcesz też, aby ta wiedza wyciekła do domeny publicznej.

Aktualne podejścia do tworzenia Web 3.0

Jak się tam dostaniemy? Branża testuje różne ścieżki.

Jedno z głównych podejść wykorzystuje technologie sieci semantycznej. Oznacza to oznaczanie danych metadanymi zrozumiałymi dla maszyn. Zamiast po prostu powiedzieć „Saturn”, dane są oznaczone etykietą „Saturn: Planeta” lub „Saturn: Pojazd”. Dzięki temu systemy mogą rozpoznać intencje użytkownika.

Kolejnym aspektem są sieci zdecentralizowane. Zamiast polegać na wielkich gigantach technologicznych w zakresie przechowywania i interpretacji wszystkich tych danych, zwolennicy Web 3.0 proponują wykorzystanie struktur takich jak blockchain. Może to zapewnić użytkownikom większą kontrolę nad swoimi profilami informacyjnymi.

Cel pozostaje ten sam: inteligentniejsze połączenia. Ale metoda ma znaczenie. Niezależnie od tego, czy chodzi o ulepszone tagowanie, czy zdecentralizowane przechowywanie, przejście następuje od pasywnego przeglądania do aktywnej inteligentnej interakcji. Pytanie nie brzmi, czy tak się stanie. Pytanie brzmi, kto będzie kontrolował tę inteligencję.

Jak interfejsy API i miksy napędzają następną erę sieci

Technologie nie są jeszcze gotowe. To jest trudna prawda o Web 3.0. Mamy TiVO. Mamy Pandorę. Próbują odgadnąć, co lubisz. Czasami się mylą. Jest to metoda prób i błędów. Ale Web 3.0 obiecuje coś bardziej precyzyjnego. Unikalny profil dla każdego indywidualnego użytkownika. Wygenerowano na podstawie Twojej prawdziwej historii przeglądania.

Pomyśl o tym. Ty i Twój przyjaciel szukacie „najlepszych butów do biegania”. Te same słowa kluczowe. Ta sama wyszukiwarka. Różne wyniki. Na Twojej stronie znajdują się buty do biegania w terenie, ponieważ w zeszłym tygodniu kliknąłeś sprzęt do pieszych wędrówek. Na stronie znajomego są skoki maratońskie, bo czytał recenzje wyścigów. Internet dostosowuje się do Ciebie. Nie tylko wyświetla reklamy. Przepisuje doświadczenie interakcji.

Nowoczesne usługi są ograniczone. TiVO zna się na telewizji. Pandora zna się na muzyce. Nie wiedzą wszystkiego. Web 3.0 chce wiedzieć wszystko. To jest ta luka. Oprogramowanie, które może zapewnić taki poziom personalizacji w Internecie? To niedojrzałe. To teoretyczne.

Dlaczego interfejsy API to elementy składowe

Jak więc się tam dostaniemy? Eksperci wskazują na interfejsy programowania aplikacji (API). Nie pozwól, aby akronim Cię przestraszył. API to tylko drzwi. Umożliwia programistom tworzenie aplikacji korzystających z danych z innych usług.

Facebook zrobił to dzięki Web 2.0. Ich interfejs API umożliwił programistom bezpośrednią integrację gier i quizów z platformą. To była platforma startowa. Teraz zastanawiamy się nad połączeniem tych drzwi.

Poznaj mieszaj. W tym miejscu dwie aplikacje stają się jedną. Wyobraź sobie witrynę internetową z recenzjami restauracji. Teraz dodaj Mapy Google. Nowa aplikacja wyświetla recenzje i lokalizacje miejsc na mapie. Tylko. Zdrowy.

W dojrzałej wersji Web 3.0 tworzenie miksu może być tak proste, jak przeciąganie i upuszczanie dwóch ikon. Chcesz zobaczyć, gdzie rozwijają się wydarzenia? Przeciągnij widżet źródła wiadomości na widżet Google Earth. Gotowy. Żadnego programowania. Tylko kliknięcia.

„Tworzenie miksów w Web 3.0 będzie tak łatwe, że każdy będzie mógł to zrobić.”

To jest obietnica. Ale teraz? To głównie szum medialny. Infrastruktura nie jest jeszcze gotowa, aby umożliwić płynne działanie tej magii przeciągania i upuszczania.

Argument za rozpoczęciem od zera

Niektórzy eksperci nie chcą naprawiać obecnej sieci. Chcą to spalić.

HTML jest standardem od dziesięcioleci. Jest nieporęczny w stosunku do potrzeb Web 3.0. Teoretycy ci opowiadają się za nowym językiem programowania. Bezimienny. Nieprzetestowany. Mówią, że łatwiej jest zacząć z czystym kontem, niż przerabiać 30-letni system.

To odważny wygląd. Ale to także czysta spekulacja. Nie możemy powiedzieć, jak to będzie działać, ponieważ taki język nie istnieje. To czysta karta.

A potem jest Tim Berners-Lee. Człowiek, który wynalazł sieć WWW. Ma swoją wizję. Nazywa to siecią semantyczną. Jest to intelektualna podstawa większości dyskusji na temat Web 3.0. Ale co to jest?

Do czego właściwie służą widżety?

Spójrzmy na widżety. Małe aplikacje. Kanały wiadomości. Odtwarzacze wideo. Zawody sportowe. Kopiujesz linię kodu. Umieszczasz go na swojej stronie. Wysięgnik. Treść.

Prognozy postrzegają je jako atomy Web 3.0. Pomysł jest taki, że połączysz je jak klocki Lego. Połącz widget pogody z widgetem kalendarza. Uzyskaj spersonalizowany planer aktywności na świeżym powietrzu.

Brzmi intuicyjnie. Brakuje jednak „jak”. Połączenie między tymi widżetami nie jest jeszcze wystarczająco inteligentne. Nie komunikują się ze sobą. Po prostu tam siedzą.

Sieć semantyczna to zmienia. Dodaje znaczenia danym. Informuje komputer, że „Nowy Jork” w aktualnościach to ten sam „Nowy Jork”, co w widgecie pogody. Bez tego zrozumienia miks jest jedynie kolażem. Nie narzędzie.

Czekamy na tę zmianę. Od głupiej treści po mądry kontekst. Do tego czasu pozostajemy skazani na metodę prób i błędów.

Dlaczego Tim Berners-Lee nienawidzi Web 2.0 i co będzie dalej

Tim Berners-Lee wynalazł sieć WWW w 1989 roku. To proste. Stworzył go, aby ludzie mogli dzielić się informacjami. Uważa również, że określenie „Web 2.0” jest bzdurą. Po prostu bezsensowny żargon.

Berners-Lee kwestionuje istnienie Web 2.0, nazywając go niczym innym jak tylko pozbawionym znaczenia żargonem.

Twierdzi, że sieć zawsze miała działać tak, jak działa Web 2.0. Co dalej? Widzi przyszłość, która bardzo przypomina Web 3.0. Ale on nazywa to siecią semantyczną.

Teraz sieć jest tworzona dla ludzi. Czytasz stronę. Rozumiesz ją. Komputery nie. Wyszukiwarka skanuje słowa kluczowe. Ona nie rozumie kontekstu. Widzi słowo „jabłko”, ale nie wie, czy wolisz kawałek owocu, czy laptopa.

Sieć semantyczna to zmienia. Wykorzystuje agenty programowe. Są to programy pełzające po sieci. Szukają informacji. Rozumieją ją. Jak? Używanie ontologii.

Ontologia jest plikiem. Definiuje relacje między terminami. Pomyśl o tym jak o mapie znaczeń.

Weźmy relacje rodzinne. Ontologia definiuje je ściśle:

  • Dziadek/Babcia : Bezpośredni przodek, dwa pokolenia temu.
  • Rodzic : Bezpośredni przodek, jedno pokolenie temu.
  • Brat/Siostra : Mają wspólnego rodzica.
  • Siostrzeniec/siostrzenica : Dziecko brata lub siostry.
  • Ciocia/Wujek : Brat lub siostra rodzica.
  • Kuzyn : Dziecko ciotki lub wujka.

Dzięki temu komputer zrozumie, że kuzyn nie jest bratem. Wychwytuje niuanse.

Aby to zadziałało, ontologie muszą znajdować się w metadanych. To jest kod działający za kulisami. Niewidzialny dla ciebie. Możliwość odczytu maszynowego.

To jest problem. Tworzenie ontologii to ciężka praca. To wymaga wysiłku. Krytycy twierdzą, że większość ludzi tego nie zrobi. Kto chce przechowywać złożone pliki na swoim blogu? Bariera wejścia jest wysoka.

Ale są jeszcze tagi.

Niektórzy lubią podpisywać wszystko. Blogi mają tagi. Flickr umożliwia oznaczanie zdjęć. Google zamieniło to nawet w grę dzięki Google Image Labeler. Konkurujesz z kimś innym, poprawnie tagując obrazy.

Web 3.0 może połączyć te pomysły. Połącz sieć semantyczną Berners-Lee z kulturą tagowania Web 2.0. Wyszukiwarki będą mogły czytać tagi i etykiety. Przyniosą lepsze rezultaty. Bardziej istotne. Mniej domysłów.

Teraz to głównie teoria. Ale ludzie już patrzą poza Web 3.0. Chcą wiedzieć, co stanie się potem.

Przyszłość jest jeszcze bardziej odległa. I dziwniejsze. Czytaj dalej.

Jak Web 3.0 wpisuje się w teorię cyklu 10-letniego

Co zatem zastępuje Web 2.0? Odpowiedź zależy od tego, kogo zapytasz. Niektóre prognozy wydają się być rozsądnymi drogowskazami dla branży IT. Inne przypominają pitch decki z science fiction.

Nova Spivak, przedsiębiorczyni i teoretyk technologii, przekonuje, że ewolucja sieci odbywa się w ścisłych cyklach 10-letnich. To wzorzec, który widzi w infrastrukturze. Pierwszą dekadę poświęcono backendowi. Programiści stworzyli protokoły i języki programowania, które w ogóle pozwoliły na istnienie stron internetowych. To była praca fundamentalna. W większości nudne, ale konieczne.

Potem przyszła druga dekada. Uwaga została przeniesiona na frontend. To była era Web 2.0. Nagle ludzie przestali już tylko przeglądać. Zaczęto używać ich jako platform. Aplikacje działały w przeglądarkach. Pojawiły się mashupy. Głównym celem stała się interakcja.

Uderzamy teraz w ścianę tego cyklu. Według Spivaka kolejnym etapem jest Web 3.0. I wraca na zaplecze.

Programiści udoskonalą infrastrukturę internetową, aby obsługiwała inteligentniejsze przeglądarki. Mówimy o układaniu „rur” na następną falę. Kiedy ta ciężka praca zostanie wykonana, być może ujrzymy Web 4.0. To wtedy frontend ponownie doświadczy gwałtownego wzrostu. Tysiące nowych programów zostanie uruchomionych w oparciu o fundament Web 3.0.

To jest wahadło. Zaplecze. Frontend. Zaplecze. Frontend.

Czy internet stanie się wirtualnym światem 3D?

Nie wszyscy zgadzają się z definicją techniczną. Niektórzy teoretycy całkowicie pomijają sieć semantyczną. Opierają się na głębi. Dosłownie.

Zamiast płaskiego ekranu widzą Web 3D. Wyobraź sobie połączenie wirtualnej rzeczywistości z trwałymi światami MMORPG. Sieć staje się krajobrazem. Nie przewijasz strony. idziesz.

Nawigacja odbywa się w pierwszej osobie lub poprzez cyfrowy awatar. To jest Metaverse, zanim to określenie stało się modne. Iluzja głębi zmienia sposób, w jaki konsumujesz informacje. Nie czytasz strony. Stoisz w nim.

Czy sieć może myśleć? Aspekt przetwarzania rozproszonego

Oto bardziej abstrakcyjna prognoza. Sieć może ewoluować w kierunku prawdziwej sztucznej inteligencji. Nie poprzez dodanie lepszych serwerów do maszyny centralnej, ale poprzez przetwarzanie rozproszone.

W tym modelu tysiące komputerów rozwiązuje jeden ogromny problem. Każda maszyna przetwarza niewielki fragment. Sieć staje się gigantycznym mózgiem. Zwraca się w stronę głębokich ontologii analizy danych. Ekstrapoluje nowe pomysły.

To nie jest tylko wyszukiwanie. To jest zrozumienie. Sieć myśli poprzez dystrybucję obciążenia.

Wszystko jest połączone. Nawet twoje ubrania.

Linia sprzętowa się zaciera. Sieć nie pozostanie zamknięta w laptopach i telefonach komórkowych. Zegar się połączy. Telewizory zostaną podłączone. Być może ubrania zostaną połączone.

Użytkownicy będą stale połączeni z siecią. Sieć będzie z nimi stale komunikować się. Twój agent oprogramowania Cię obserwuje. Elektronicznie monitoruje Twoje działania. Tworzy profil.

Tworzy to punkt tarcia. Prywatność kontra wygoda. Im więcej wie o Tobie Internet, tym bardziej spersonalizowane staje się doświadczenie. Ale ile danych jesteś skłonny przeznaczyć na tę personalizację?

Koniec silosów medialnych

Rozrywka połączy się z siecią. Zacierają się różnice między radiem, telewizją i filmem. Sieć będzie systemem dostarczania tego wszystkiego.

Transmisje radiowe są nadawane w strumieniu. Programy telewizyjne na żywo w Internecie. Filmy pełnometrażowe udostępniane są bezpośrednio na urządzenia. Medium nie ma znaczenia. Połączenie ma znaczenie.

Jak będzie wyglądać sieć przyszłości?

Jest zbyt wcześnie, aby określić, która prognoza zwycięży. Być może żaden z nich. Być może przyszłość okaże się dziwniejsza niż najbardziej skrajne założenia.

Jedno jest pewne. Potrzebujemy do tego nazwy.

Często zadawane pytania

Jaką rolę odgrywa sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe w Web 3.0?
Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe odgrywają kluczową rolę w tej koncepcji. Umożliwiają sieci internetowej interpretację danych w kontekście. Dzięki temu doświadczenie użytkownika jest bardziej dostosowane do jego potrzeb.

Jak Web 3.0 wpłynie na prywatność i bezpieczeństwo danych?
To stwarza nowe wyzwania. Zwiększone wzajemne powiązania i maszynowe zrozumienie danych osobowych wymagają zaawansowanych środków bezpieczeństwa. Prywatność staje się poważnym problemem technicznym.

Zasoby i dalsza lektura

Powiązane artykuły
– Testowanie Web 3.0
– Czy istnieje Web 1.0?
– Jak działa Web 2.0
– Jak działa sieć semantyczna
– Jak działają strony internetowe
– Jak działają serwery internetowe
– Jak powstał Internet?
– Jak działają blogi
– Jak działa handel elektroniczny
– Jak działa szyfrowanie
– Jak działa Facebook
– Jak działa infrastruktura internetowa
– Jak działa MySpace

Linki zewnętrzne
– Blog Tima Bernersa-Lee
– Szczyt Web 2.0
– Inicjatywa Otwartego Źródła

Źródła
– Baker, Stephen. „Sieć 3.0”. Tydzień Biznesu. 24 października 2006
– Berners-Lee, Tim, Handler, James i Lassila, Ora. „Sieć semantyczna”. Naukowy Amerykanin. Maj 2001
– Calacanis, Jason. „Web 3.0,„ oficjalna ”definicja.” Calacanis.com. 3 października 2007
– Carr, Nicholas. „Witamy w Web 3.0!” Szorstki typ. 11 listopada 2006
– Clarka, Gavina. „Berners-Lee wzywa do spokoju wokół Web 2.0.” Rejestr. 30 sierpnia 2006
– Iskold, Alex. „Web 3.0: kiedy strony internetowe stają się usługami internetowymi”. Przeczytaj Napisz do sieci. 19 marca 2007
-Markoff, John. „Przedsiębiorcy postrzegają sieć napędzaną zdrowym rozsądkiem”. New York Timesa. 12 listopada 2006
– Metz, Cade. „Sieć 3.0”. Magazyn PC. 14 marca 2007
– Mitra, Śramana. „Sieć 3.0 = (4C + P + VS).” SramanaMitra.com. 14 lutego 2007
– „Nova Spivak: Sieć trzeciej generacji – Web 3.0.” intencjaBlog. 7 lutego 2007
– Richards, Jonathan. „Web 3.0 i nie tylko: następne 20 lat Internetu”. Czasy w Internecie. 24 października 2007

Koszmar SEO i marzenie o danych

Terri Wells z Search Engine News trafiła w sedno w 2006 roku. Zobaczyła, że wyszukiwarki znalazły się na rozdrożu. Web 3.0 to nie tylko bardziej atrakcyjny interfejs. Stanowiło to zagrożenie dla modelu opartego na słowach kluczowych.

Jeśli maszyny mogą komunikować się z maszynami. Jeśli dane są uporządkowane i powiązane semantycznie. Wtedy stare sztuczki Google przestają działać. Nie do końca, ale układ sił się zmienia. Nie zajmujesz już miejsca w rankingu „tanich lotów”. Oceniasz, dostarczając najlepszy interfejs API dla danych lotów. Zmieniają się intencje użytkownika. Zasady gry się zmieniają.

Dlatego pytanie w jaki sposób Web 3.0 wpływa na SEO pozostaje aktualne także dzisiaj. Zasady nie zniknęły; po prostu przekształciły się w dane strukturalne i znaczniki schematu. Wells ostrzegł, że SEO w mniejszym stopniu będzie polegać na oszukiwaniu botów, a bardziej na dostarczaniu im dokładnych i użytecznych informacji.

Phil Wainwright z ZDNet spojrzał na sytuację z perspektywy biznesowej. Oczekiwał przejścia do architektury zorientowanej na usługi. SaaS. Wszystko jest usługą. Pomysł był prosty. Przestań budować aplikacje monolityczne. Rozpocznij łączenie mikrousług.

Brzmi nudno. Ale to nieprawda. Oznacza to, że Twój telefon nie musi pobierać nowej wersji aplikacji, aby skorzystać z nowej funkcji. To właśnie robi backend. Użytkownik po prostu widzi wynik. To jest podstawa tego, co obecnie nazywamy „bezgłowym” CMS-em i rozwojem API. Wainwright widział proces oddzielania komponentów, zanim otrzymał on fantazyjną nazwę.

Potem włączyła się machina szumu. Pod koniec 2006 roku na blogu Android Tech napisano o tym. Nagłówek brzmiał: „Jeszcze nic nie widziałeś!” Optymistyczny. Głośny. Skoncentrowali się na doświadczeniu użytkownika. Bogatsze media. Lepsza interaktywność. Strona internetowa jako platforma dla aplikacji.

Steve Spalding próbował zagłuszyć hałas. Zastanawiał się, jak właściwie zdefiniować to zjawisko. Nie poprzez modne hasła. Przez mechanikę. Jego odpowiedź? Chodzi o inteligencję. Że sieć rozumie, że istnieje. Nie tylko wyświetlanie tekstu, ale zrozumienie, że „Paryż” to miasto, a nie imię i nazwisko osoby.

Ta warstwa semantyczna to duch, który wciąż nawiedza współczesną technologię. Częściowo to mamy. Jest Schema.org. Ale pełna widoczność w sieci, zdolna do rozumowania? To jeszcze daleka droga.

Więc gdzie teraz jesteśmy? Mamy API. Mamy chmurę. Mamy tagi semantyczne. Ale nie dostaliśmy utopii. Sieć stała się szybsza, to prawda. Ale stało się też bardziej fragmentaryczne. Więcej ogrodów otoczonych murem.

Obietnicą Web 3.0 była łączność. Rzeczywistość okazała się trudna. Ale jakich narzędzi używamy dzisiaj? To dzieci tamtej epoki. Sen nie umarł. Po prostu stało się znacznie bardziej techniczne.

Sieć nie jest już biblioteką. To jest fabryka. I wszyscy nad tym pracujemy.

„Web 3.0” nie jest już często widywany na slajdach. Teraz nazywają to Chmurą. Albo ekonomia platformowa. Nazwa się zmienia. Presja, aby wszystko związać? Pozostaje.

Zmusza to programistów do innego myślenia. Mniej kodu. Więcej konfiguracji. Mniej lokalnego przechowywania. Więcej połączeń zdalnych. To skuteczne. Jest również kruchy. Kiedy sieć przestaje działać. Aplikacja ulega awarii. W erze Web 2.0 aplikacja może nadal w jakiś sposób funkcjonować. W tym połączonym świecie często używany jest tryb offline