Czas przyznać: to już koniec.
To prawda, tylko jeśli chcesz, aby Twoje życie związane z streamingiem było ściśle podzielone na osobne komórki.
Netflix ponownie dokręca śruby. Trzy lata po rozpoczęciu walki ze współdzieleniem kont gigant streamingowy dodał kolejny poziom ochrony: każdy profil musi być teraz powiązany z unikalnym adresem e-mail.
Być może otrzymałeś już powiadomienie w tej sprawie. Albo wkrótce to zrobisz.
Już na początku czerwca użytkownicy zaczęli zauważać wyskakujące okienka na swoich ekranach. Wydawali się pomocni, a nawet przyjaźni, twierdząc, że zmiana przyniesie lepsze opcje logowania i dokładniejsze rekomendacje. Wydawało się, że to usprawnienie, a nie przeszkoda.
Ale to właśnie jest przeszkodą.
Łowcy prawdy na Reddicie szybko zorientowali się w sytuacji. Wymóg ten nie dotyczył tylko nowych funkcji. Był skierowany do gospodarstw domowych o wielu profilach, zmuszając użytkowników do dzielenia się swoją tożsamością cyfrową, nawet jeśli siedzą na tej samej kanapie.
Netflix oficjalnie potwierdził, że wdrożenie rozpoczęło się 15 czerwca.
Jeśli chcesz wyrazić zgodę na nowy regulamin, będziesz musiał przejść do ustawień swojego konta, znaleźć sekcję „Profile” i powiązać z każdym z nich konkretny adres e-mail. Adres ten staje się kluczem do drzwi. Służy do logowania, przełączania pomiędzy profilami i konfigurowania ustawień specyficznych dla użytkownika.
A co z dziećmi?
Zapomnij o tym.
Profile dzieci są zwolnione z wymogu korzystania z poczty elektronicznej. Firma uprzejmie wyjaśnia, że takich profili nie można powiązać z pocztą e-mail, co oznacza, że dzieci nie mogą samodzielnie zalogować się do serwisu Netflix przy użyciu swojego konta. Pozostają w „strefie macierzystej”, pozostając prostszymi w swojej konstrukcji.
Jednak dla zaawansowanych użytkowników powoduje to prawdziwy ból głowy. Dla tych, którzy używają Netflix jako biblioteki z katalogiem.
Być może masz oddzielny profil tylko dla anime. Drugi jest przeznaczony wyłącznie do horroru. Może po prostu nie lubisz dzielić się swoim algorytmem rekomendacji z małżonkiem, który ogląda tylko programy kulinarne. Wcześniej można było utworzyć profil „Tylko anime” i utrzymywać go w czystości. Profil Anime Only wymaga teraz adresu e-mail.
Czy utworzyłeś w tym celu dodatkowy adres e-mail?
W takim razie masz szczęście. Jeśli nie, będziesz musiał utworzyć jeszcze trzy konta Gmail, aby oglądać ulubione programy bez psucia rekomendacji współmałżonka. To wygląda na zbędne. I rzeczywiście tak jest.
Teraz, aby zachować osobny algorytm dla swojego ulubionego gatunku, musisz zarządzać skrzynką odbiorczą, której nigdy nie sprawdzasz. To tarcie jest zamierzone. Lub po prostu nieuniknione.
Kto by pomyślał, że sprawdzanie poczty elektronicznej stanie się kolejną ścianą między tobą a następnym odcinkiem?
Rejestrujesz konto. Pobierają od Ciebie informacje o płatności. Teraz chcą innej linii tekstu dla każdej twarzy pojawiającej się na ekranie. To dużo kosztów ogólnych jak na sobotnią sesję oglądania.






























